sobota, 12 marca 2016

Czym jest sztuka?

Dla mnie, sztuka jest dowodem na to, że nie jesteśmy tylko kawłkami mięsa chodzącymi do pracy i z powrotem, śpiacymi kilka godzin, jedzącymi, wydalajacymi, czekającymi na urlopy, uprawiającymi seks, płodzącymi nowe kawałki mięsa, wszystko po to, by na koniec zestarzeć się i zgnić w ziemii.
Jesteśmy czymś o wiele, wiele większym i rozleglejszym od tej ruchomej grudy. Czymś nienazwanym, zawikłanym i nieskonczenie tajemniczym. I własnie istnienie sztuki tego dowodzi. Tak myślę.

wtorek, 9 września 2014

Gdyby bóg istniał...

1. Gdyby bóg istniał, nie byłoby religii. To logiczne. Po co opisywać coś co jest jasne jak słońce, oczywiste, naturalne, po prostu zwyczajne jak chleb? Po nic. Jak coś jest, to jest i koniec. Wymyśla się, interpretuje, komentuje, opisuje, kombinuje tylko wtedy, gdy wiadomo mało, lub nic. Wniosek. Boga jest mało, lub w ogóle go nie ma. Na to właśnie wygląda. Przykro mi.

2. Gdyby bóg istniał, nie byłoby wojen, starości i religii. Dobry bóg nie podarowałby swoim dzieciom koszmarów. Nie da się.


A tak swoją drogą z tego co wiem wynika że, aktualnie na Ziemi funkcjonuje, i ma się dobrze około 500 bogów i bogiń, nie licząc duchów mieszkających w kamieniach, drzewach, zwierzętach, deszczu, studniach, wiadrach, pierścieniach, starych kanalizacjach i zapewne w ifonach nowej generacji już też. Duchy przodków to jeszcze inna kwestia. 


Jeżeli tylu ich jest, to dlaczego nikogo nie ma?






niedziela, 27 listopada 2011

Megaaborcja

           Aborcja to przerwanie ciąży. Aborcja to przerwanie życia. Aborcja to przerwanie życia ludzkiego. Aborcja to słowo groźne, to poważny problem, bardzo trudny problem do rozwiązania. Można przerywać życie czy nie? Oczywiście pytam o ludzkie życie, bo inne niż ludzkie formy życia jak najbardziej można przerywać, to żaden temat tylko zwykła rzecz. 
               Tak naprawdę prawdziwe życie jest tylko jedno. Tylko człowiek, istota inteligentna, korona stworzenia (w odróżnieniu od zamieszkujących tę planetę bezmyślnych czasem ładnych, a czasem brzydkich biologicznych śmieci) żyje naprawdę. Ludzkie życie jest niezwykłe i bezcenne, pełne pasji, marzeń, odkurzaczy, chorób, ambicji, kabaretów, bogów, kart kredytowych, wazoników, urlopów, wzdęć, nadkwasoty, samotności i drapaczy chmur... Jednym słowem człowiek to cywilizacja i to my ludzie ją zbudowaliśmy. Człowiek to kolos tej planety. Można przerywać życie kolosa czy nie? Może jeden kolos zabić drugiego kolosa czy nie? Przyznaję, iż jest to pytanie podchwytliwe, bo odpowiedź jest dobrze znana, od co najmniej 5000 tysięcy lat. Odpowiedź brzmi – oczywiście, że można zabijać, a często nawet należy, powiem więcej, dzień bez zabijania to dzień nie do pomyślenia, rozrywka bez zabijania to żadna rozrywka, historia zabijania to historia ludzkości. Sobotnie kino bez śmierci, kalectwa czy gwałtu? Telewizyjne wiadomości bez przemocy? Nie da rady, absurd, nudy. Nie ma życia bez terroru i zgonu. Zabijanie jest fajne, ciekawe, śmieszne, energetyczne, jest sexy, ekstra.
          Arcymistrzowie aborcji są podziwiani od wieków, cenieni za siłę, rozmach, bezwzględność, fantazję, nawet dowcip: Cyrus Wielki, Ramzes Wielki, Aleksander Wielki, Czyngis-chan, Napoleon, Hitler, Stalin, Mao Zedong… Wielcy przerywacze życia, otoczeni czcią, wręcz kultem mają swoje pomniki i miejsca w podręcznikach szkolnych. To geniusze, ale i zwykli zjadacze chleba radzą sobie nienajgorzej. Zabijanie trwa na wszystkich poziomach z najprzeróżniejszych powodów: z nienawiści, z zemsty, z nudów, dla jaj, dla pieniędzy, dla ojczyzny, dla sławy, dla idei, z miłości, tak sobie, w imię sprawiedliwości, bo buty cisną, dla nauki, z poczucia bezsilności, przez przypadek, dla władzy, bo jakoś tak… Zabójstwo było i jest zabronione. Starzy bogowie zabraniali, współcześni też zabraniają. I nic. Boska perswazja za słaba na ludzkie namiętności. Tak po prostu jest. Wszyscy to wiedzą. Cóż można zrobić? Tak ten świat urządzony, że jak nie ja ciebie to ty mnie… Zabijanie, przemoc są powszechne, zwyczajne. Oswoiliśmy się z nimi. Dlaczego więc długość ciała ofiary wyzwala tak olbrzymie emocje? Człowieka do długości ciała 50cm nie wolno tykać, powyżej już tak. Dlaczego człowiek w łonie matki ma większe prawo do życia niż ten poza łonem?


poniedziałek, 17 października 2011

Współczesne polskie świątynie.


            Współczesne polskie kościoły mają zastanawiającą urodę, do której się niestety przyzwyczailiśmy. Szkoda. Szkoda, że przyzwyczailiśmy się do estetyki tego glutowatego tworu zwanego współczesną architekturą sakralną, która przypomina betoniarkę skrzyżowaną ze sztuczną nagrobną chryzantemą. Jeżeli ktoś ma wyobraźnię zrozumie od razu, jak trwała i niewydumana to konstrukcja, prosta wręcz surowa, dlatego starannie dobrane święte drobiazgi mają zapewne za zadanie uprzyjemniać jej wnętrze. Chwile modlitwy umilają więc czerwone, zamszowe serca oplecione drutem kolczastym, dyskretnie żarzące się lampki choinkowe, 1 gromnica, ekspresyjne, nieduże, nowoczesne płaskorzeźby przedstawiające tortury, monumentalne malowidła po obu stronach ołtarza często z psychodelicznymi aniołami o złych twarzach i w potarganych sukniach. Takie ot, tradycyjnie święte bibeloty. Skąd ta estetyka? Nieuctwo architekta? Niski budżet proboszcza? Może zwykłe lenistwo projektanta? A może?...
           A może estetyka ta jest odbiciem polskiej wiary? Mocnej, twardej, bo zahartowanej w bojach, trochę po słowiańsku sentymentalnej, okrutnej, romantycznej, dumnej, wystraszonej, dyletanckiej, wymizerowanej madonny? Może po prostu współczesne polskie SACRUM nie ma wyczucia, jest prostackie, gruboskórne i mieszka w zwalistych, topornych, tępych i brzydkich bryłach koniecznie szarych lub białoszarych, bo jak wiadomo skromna siność skłania nas do kontemplacji i myśleniu o dobrych uczynkach. To musi być zapewne tak pomyślane, że co spojrzysz na betonową fasadę kościoła serce ci blednie a dusza szepcze - nikt nie mówił, że będzie łatwo grzeszniku! Na kolana marny paprochu nim przekroczysz próg kościoła, kościoła z nazwy, bo z wyglądu bardziej obiektu przemysłowego wytwarzającego np. suplementy nawozów sztucznych dla zmodyfikowanych zbóż jarych o tytanowych łodygach i ziarnach wielkości damskiego portfela firmy Valentini, mających smak radzieckich cukierków z lat 70-tych, ale to tylko na początku, bo po zmieleniu ziaren i dodaniu ekstraktów zapachowych dokuczliwy zapach smaru rowerowego znika…
Lub rodzinnej fabryczki produkującej syntetyczną karmę dla każdego rodzaju dostępnych na rynku zwierząt tak samo dla tych jadalnych jak i głaskalnych…
Czy mini wytwórni siodełek do traktorów, kłodek, bulajów, gromnic, zawiasów, nakryć głowy dla bałwanów, czyli sztucznie postarzanych wiader i innych wyrobów żelaznych i przedmiotopodobnych…
Na mnie osobiście największe wrażenie robią dobrze chronione, sterylne enklawy, zasobne, z dobrze utrzymanymi trawnikami, brukowanymi chodnikami, wielkim kościołem i porządnymi budynkami parafialnymi. Pamiętam taki obiekt z Poznania. Na jednym z dużych osiedli znajduje się klejnot nowoczesnej architektury sakralnej - Zakład Utylizacji Odpadów Radioaktywnych wpasowany w trochę żartobliwą, ale i ładną bryłę eklektycznego zameczku należącego najprawdopodobniej do grafa Leopolda von Schwarza z gór Schwarzwaldu, który po tragicznej utracie wzroku w czasie jednej z pijatyk, przeszedł na katolicyzm i umarł. Jego grób znajduje się w Las Vegas.

Pogadałam sobie tak jak lubię a wracając do rzeczy… Nasze współczesne kościoły są tak smutne w swej brzydocie, że aż jest to podejrzane… Mam to rozwinąć?


środa, 12 października 2011

Oryginalność

W świecie, w którym żyjemy indywidualizm jest najważniejszy. Mówię oczywiście  o naszym świecie, naszej cywilizacji, tej rozwiniętej, zasobnej. Łatwo ją rozpoznać po wrogu, bo każdy świat ma swego wroga. Mianowicie, w krainach bogatych walczy się z otyłością i anoreksją, w krajach zacofanych, biednych tylko z anoreksją. Zresztą biedne połacie globu nas nie interesują, bo i tak istnieją tylko w telewizorze. Od dziecka, więc staramy się być oryginalni, niezwykli, inni, tego wymaga od nas świat, nauczyciele, rodzice, rówieśnicy bo na zwykłych zjadaczy chleba nikt nie patrzy. Oczy wszystkich zwrócone są na niezwykłych zjadaczy chleba, oni żerują inaczej, fajniej, możliwe, że nocą, trudno powiedzieć dokładnie ale i tak są super. Nacisk na indywidualizm rośnie wraz z nami, im jesteśmy starsi tym jest większy. Nacisk rośnie i rośnie a lata lecą. Gdy nacisk osiągnie maximum mocy - wgniata nas w ziemię. Osiągamy stan nieskończonej oryginalności, płaskiej i rozległej jak mongolski step. Trochę się człowiek pomęczył, ale warto było. Teraz wyróżniamy się z tłumu - jesteśmy jacyś! Hurrra! Ale człowiek ma pokrętną naturę. Osiągnął szczyt, fakt, że trochę płaski, ale jednak szczyt i jeszcze mu mało i źle jakoś. Ciągle źle. Ach ludzie! Daj palec to ci rękę wyrwą. No cóż, jak to się mówi - komu w drogę temu parasol.

wtorek, 11 października 2011

Kot

- Przepraszam bardzo, czy to jest kot czy kotka?
- Oczywiście, że kot! Nie widzi pan, że ma wąsy?!

piątek, 7 października 2011

Poranne uderzenia cd.

Czyżby skończyła sie słoneczna jesień? Dziś pierwszy deszczowy dzień. Wracam do księżnej. 18 księżna Alba skojarzyła mi się natychmiast z... malarstwem. Dokładnie tak. I to z malarstwem najwyższej klasy. Z malarstwem Diego Velazqueza i Francisca Goyi. Już tłumaczę. Francisco de Goya, świetny XVIIIw. hiszpanski malarz pozostawił sporo portretów 13 księżnej Alby, była jego protektorką, muzą, kochanką, kobietą urodziwą, ekscentryczną i lubiącą mężczyzn. Wystarczy zerknąć na obrazy Goyi by zorientowć się, że nasza panna młoda nie przypomina swojej słynnej pra-pra-pra...babki, za to przypomina inne postaci z obrazów malarza. Wyglądała by idealnie wśród zidiociałych członków rodziny zidiociałego króla Karola IV, wśród smutnych, wymiętych i brzydkich infantek z obrazów Velazqueza, wśród gnomów, karłów, potwornych klaunów wypełniających dwór hiszpańskich Habsburgów o smutnych, kaprawych oczach i obwisłej wardze. Wynaturzenia genetyczne hiszpańskiej linii królewskiej były uderzające. Piękna jest w tym wszystkim puenta. Mając tak brzydkich modeli, hiszpańscy malarze namalowali  jedne z najpiękniejszych obrazów, jakie kiedykolwiek namalowano na Ziemii, a księżna María del Rosario dziwacznie ale i idealnie według mnie wpasowuje w  hiszpanskie szaleństwo, dzikość, surowość, zmysłowość, wyrafinowaną estetykę i tradycję. Lubię Hiszpanię, to niezwykły kraj. Arcykatolicki obłęd i mocarstwowo-faszystowska skorupa zrobiły w powietrzu wielkie salto, wylądowały na obie nogi, wypuściły trującego bąka, odetchnęły, zrobiły szpagat, mostek, przysiad i wydały na świat Pedro Almodovara! Dla mnie symbol współczesnej Hiszpanii. Czyż to nie wpaniała transformacja? I wcale bym się nie zdziwiła gdyby Pedro i księzna Alba ujęci pod rękę spacerowali madryckimi bulwarami jedząc lody na patyku albo krówki z papierowej tutki. A ludzie pozdrawiali by ich wołając - Wszystkiego dobrego don Pedro! - Miłego dnia donia Maria! Dla mnie bomba!