piątek, 7 października 2011

Poranne uderzenia cd.

Czyżby skończyła sie słoneczna jesień? Dziś pierwszy deszczowy dzień. Wracam do księżnej. 18 księżna Alba skojarzyła mi się natychmiast z... malarstwem. Dokładnie tak. I to z malarstwem najwyższej klasy. Z malarstwem Diego Velazqueza i Francisca Goyi. Już tłumaczę. Francisco de Goya, świetny XVIIIw. hiszpanski malarz pozostawił sporo portretów 13 księżnej Alby, była jego protektorką, muzą, kochanką, kobietą urodziwą, ekscentryczną i lubiącą mężczyzn. Wystarczy zerknąć na obrazy Goyi by zorientowć się, że nasza panna młoda nie przypomina swojej słynnej pra-pra-pra...babki, za to przypomina inne postaci z obrazów malarza. Wyglądała by idealnie wśród zidiociałych członków rodziny zidiociałego króla Karola IV, wśród smutnych, wymiętych i brzydkich infantek z obrazów Velazqueza, wśród gnomów, karłów, potwornych klaunów wypełniających dwór hiszpańskich Habsburgów o smutnych, kaprawych oczach i obwisłej wardze. Wynaturzenia genetyczne hiszpańskiej linii królewskiej były uderzające. Piękna jest w tym wszystkim puenta. Mając tak brzydkich modeli, hiszpańscy malarze namalowali  jedne z najpiękniejszych obrazów, jakie kiedykolwiek namalowano na Ziemii, a księżna María del Rosario dziwacznie ale i idealnie według mnie wpasowuje w  hiszpanskie szaleństwo, dzikość, surowość, zmysłowość, wyrafinowaną estetykę i tradycję. Lubię Hiszpanię, to niezwykły kraj. Arcykatolicki obłęd i mocarstwowo-faszystowska skorupa zrobiły w powietrzu wielkie salto, wylądowały na obie nogi, wypuściły trującego bąka, odetchnęły, zrobiły szpagat, mostek, przysiad i wydały na świat Pedro Almodovara! Dla mnie symbol współczesnej Hiszpanii. Czyż to nie wpaniała transformacja? I wcale bym się nie zdziwiła gdyby Pedro i księzna Alba ujęci pod rękę spacerowali madryckimi bulwarami jedząc lody na patyku albo krówki z papierowej tutki. A ludzie pozdrawiali by ich wołając - Wszystkiego dobrego don Pedro! - Miłego dnia donia Maria! Dla mnie bomba!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz